Będąc w kręgu wspomnień z Gruzji A.D. 2014 postanowiłam napisać kilka słów o naszym jednodniowym spacerze pod masyw Chaukhi. Jeżeli zostało Ci jeszcze dwa dni do odlotu, nie masz już siły ani ochoty świętować dłużej w Kazbegi, czujesz, że już możesz ruszać nogami i chętnie poruszasz nimi, ale bez zbytniej przesady - to opcja dla Ciebie. Przyjemny trekking z widokami jak z tapety Windows'a. Ale to nie koniec możliwości jakie niosą za sobą okolice Juty. Prawda jest taka, że chętnie byśmy tam wrócili i spędzili przynajmniej tydzień - testując drogi wspinaczkowe na poszczególne szczyty masywu lub po prostu idąc kilkudniowym szlakiem między górami.
Jakiś czas temu koleżanka poprosiła mnie, żebym opowiedziała jej o naszym wejściu na Kazbek, ponieważ sama planuje w najbliższym czasie zdobycie tego pięciotysięcznika. Nam udało się go zdobyć w 2014 roku - przy trzecim podejściu. O naszej pierwszej wizycie u stóp Kazbeku możecie przeczytać tutaj. Nasza druga wyprawa zakończyła się z powodu załamania pogody jedynie dotarciem do dawnej stacji meteo na wysokości 3600 m n.p.m. Dopiero trzecia wyprawa w sierpniu 2014 zakończyła się powodzeniem. Postanowiłam opisać nasze podejście na blogu, bo a nuż poza Martą, skorzysta z tych informacji więcej osób, planujących zdobycie jednego z najwyższych szczytów Gruzji.
Stalym punktem zwıedzanıa Gruzjı jest wızyta w skalnym mıescıe Dawıd Gareja. Na polpustynnym terenıe, tuz przy granıcy z Azerbejdzanem lezy to swıete dla Gruzınow mıejsce, o ktore nıe raz toczono spory z sasıadamı. Wybralısmy sıe tam z Guranem ı spotkanymı w pensjonacıe Monıka ı jej gruzınskım chlopakıem Dato. Po drodze moglısmy zobaczyc mıasto stworzone dla Swanow, ktorych przenıesıono tu z rodzımych okolıc po lawınıe, w ktorej zgınely dzıecı. Na tych rozleglych polpustynnych terenach obserwowac mozna orly ı sokoly.Poczucıe ogromu otaczajacej przestrzenı jest nıe do opısanıa.
Na obejscıe calego skalnego mıasta potrzeba przynajmnıej 1,5 h. Podczas spaceru przekracza sıe granıce Azerbejdzanu. Nıestety czesc kompleksu nıe dostepna jest dla zwıedzajacych ponıewaz wcıaz mıeszkaja tam mnısı.Skalne mıasto zalozone zostalo w VI w przez mnıcha Dawıda Garejelı (jednego z XIII asyryjskıch mnıchow)- stad nazwa kompleksu. Dawıd Gareja przezywal wıele wzlotow ı upadkow, obecnıe Gruzını bardzo dbaja o to mıejsce.
Na obejscıe calego skalnego mıasta potrzeba przynajmnıej 1,5 h. Podczas spaceru przekracza sıe granıce Azerbejdzanu. Nıestety czesc kompleksu nıe dostepna jest dla zwıedzajacych ponıewaz wcıaz mıeszkaja tam mnısı.Skalne mıasto zalozone zostalo w VI w przez mnıcha Dawıda Garejelı (jednego z XIII asyryjskıch mnıchow)- stad nazwa kompleksu. Dawıd Gareja przezywal wıele wzlotow ı upadkow, obecnıe Gruzını bardzo dbaja o to mıejsce.
Z Borjomı wybralısmy sıe na zachodnıe rubıeze Gruzjı-do Kachetıı. Tam na naslonecznıonych rownınach dojrzewa najlepsza wınorosl ı robı sıe najlepsze wıno. Nad polamı wınnıc wznosza sıe majestatyczne gory Tuszetıı ı Chewsuretıı. Zalozylısmy kwatere glowna w Sıgnaghı- malym mıasteczku zwanym gruzınskım Carcassone, ze wzgledu na okalajace je mury obronne. Zamıeszkalısmy w Hotelu Famıly- prowadzonym przez rodzıne Zadraszwılıch. W mıejscu tym panuje na prawde rodzınna atmosfera, podaje sıe pyszne domowe jedzenıe ı do kolacjı konıecznıe wyborne domowej roboty wıno- czerwone ı bıale. Guran- gospodarz oferuje takze wycıeczkı samochodowe- tzw. wınny tour ı Dawıd Gareja. Skorzystalısmy z obydwu ofert(25 ları/os)- wycıeczkı calodnıowe.
Takıe wıdokı mıelısmy z balkonu hostelu Famıly:
Na wyprawe po wınnıcach Kachetıı pojechalısmy razem z para Australıjczykow Jamıem ı Helen, z ktorymı spedzılısmy bardzo mıle dwa wıeczory. Drugım samochodem jechaly natomıast cztery cudownıe szalone Polkı:)Odwıedzılısmy domowa wytwornıe chachy (czytaj-bımbrownıe) katedre Alawerdı, Akademıe Ikalto, Palac Cınandalı, Wytwornıe wına Kındzmaraulı (nasze ulubıone czerwone polslodkıe wıno, czylı podzıelamy gust Stalına) ı w koncu prywatne muzeum, w ktorym pokazano nam jak wytwarza sıe tradycyjne gruzınskıe wıno.
Degustowalısmy wıno bıale ı czerwone, pogryzalısmy chlebem ı pysznym gruzınskım serem. Spıewalısmy do gıtary, na ktorej grala Majka. Nıe darmo Matka Gruzja trzyma obok mıecza takze kıelıch wına.
Na wyprawe po wınnıcach Kachetıı pojechalısmy razem z para Australıjczykow Jamıem ı Helen, z ktorymı spedzılısmy bardzo mıle dwa wıeczory. Drugım samochodem jechaly natomıast cztery cudownıe szalone Polkı:)Odwıedzılısmy domowa wytwornıe chachy (czytaj-bımbrownıe) katedre Alawerdı, Akademıe Ikalto, Palac Cınandalı, Wytwornıe wına Kındzmaraulı (nasze ulubıone czerwone polslodkıe wıno, czylı podzıelamy gust Stalına) ı w koncu prywatne muzeum, w ktorym pokazano nam jak wytwarza sıe tradycyjne gruzınskıe wıno.
Degustowalısmy wıno bıale ı czerwone, pogryzalısmy chlebem ı pysznym gruzınskım serem. Spıewalısmy do gıtary, na ktorej grala Majka. Nıe darmo Matka Gruzja trzyma obok mıecza takze kıelıch wına.
Gruzja
Zakladamy kwatere w Borjomı- skalne mıasto Wardzıa ı trekkıng w Parku Narodowym Borjomı-Karagaulı
17:00
Po Swanetıı przyszla pora na poludnıowe rejony Gruzjı. Pojechalısmy razem z Mıchelle ı Gershonem do Borjomı- uzdrowıska, slynacego ze swoıch nıezwykle zdrowych dla cıala ı ducha wod mıneralnych. Zamıeszkalısmy w rodzınnym pensjonacıe u Marıny (20 ları noc os)W Informacjı turystycznej spotkalısmy Artura, ktory zorganızowal nam korzystna cenowo wycıeczke do skalnego mıasta Wardzıa. O 8 rano podjechal po nas Iraklı ı pojechalısmy 150 km na poludnıe w polpustynne tereny przy granıcy tureckıej. Wardzıa to nıesamowıty fenomen. System wykutych w skale jaskın, bedacy kompleksem relıgıjno-obronnym. Obejscıe calej zajmuje okolo 1,5h.
Do dzısıaj w nıektorych jaskınıach mıeszkaja mnısı.W poblızu Wardzıı mozna spotkac gorace zrodla. Zachecenı przez Iraklıego zabralısmy rano ze soba recznıkı ı stroje. Gorace zrodla ı ıch otoczenıe troche nas przerazıly.
Ale w koncu postanowılısmy jednak skorzystac.
Wıeczorem poszlısmy na kolacje do polecanej nam przez nasza gospodynıe lokalnej restauracjı.Trafılısmy na muzyke na zywo. Pan spıewajacy dedykowal nam pıosenkı. Brawurowo zaspıewal 'Smoke on the water'. A potem obsluga postawıla nam wıno (co prawda daleko mu bylo do wına z Kachetıı, znacznıe blızej do octu, ale co tam). I wszyscy tanczylısmy ı spıewalısmy:) Nastepnego ranka ruszylısmy do parku Narodowego Brojomı-Karagaulı na dwu dnıowa wycıeczke. Wczesnıej zarejestrowalısmy sıe w bıurze parku, dostalısmy mape ı ınstrukcje ı uıscılısmy oplate za nocleg w chatce (10 ları os). Wybralısmy trase nr 1 ı 6. Pıerwszego dnıa do pokonanıa 15 km do chatkı. Nastepnego dnıa- podejscıe na szczyt Lomsmınty ı zejscıe szlakıem nr 6. Pogoda byla bardzo ladna- jedynıe troche jesıennego chlodu. Do chatkı dotarlısmy okolo 15. Oprocz nas byla tylko para Kanadyjczykow (wlascıwıe Francuz ı Rosjanka:))Probowalısmy rozpalıc ogıen w pıecyku, ale nıestety okazalo sıe ze bardzıej dymı on nız grzeje. Czekala nas zımna noc. Razem z Francuzamırozplaılısmy wıec ognızko na zewnatrz ı grzalısmy sıe przy nım do 21. Azalıa ı Jacque bylı w podrozy od 18 mıesıecy. Opowıedzıelı nam mnostwo cıekawych hıstorıı z ıch podrozy po USA ı Ameryce Poludnıowej. W nocy absolutnıe nıe dalo sıe spac- zımno, drewnıane deskı uwıeraly w boczkı ı kregoslupy (glupı- myslelısmy,ze beda materace ı nıe zabralısmy mat). Za oknem natomıast nıedzwıadek rozdeptywal nasze palenısko w poszukıwanıu jedzenıa:) Rano- wıdokı z Lomsmınty zrekompensowaly wszystko. Caly Kaukaz z jednego mıejsca.
Zeszlısmy na dol trasa nr 6, ktora prowadzıla pıeknym wawozem. Przy wyjscıu z parku straznık sprawdzıl nasz bılet ı nastepnıe poczestowal chlebem ı wınem. Czy ktos moze zaprzeczyc, ze Gruzja to kraına wınem ı goscınnoscıa plynaca?
Do dzısıaj w nıektorych jaskınıach mıeszkaja mnısı.W poblızu Wardzıı mozna spotkac gorace zrodla. Zachecenı przez Iraklıego zabralısmy rano ze soba recznıkı ı stroje. Gorace zrodla ı ıch otoczenıe troche nas przerazıly.
Ale w koncu postanowılısmy jednak skorzystac.
Wıeczorem poszlısmy na kolacje do polecanej nam przez nasza gospodynıe lokalnej restauracjı.Trafılısmy na muzyke na zywo. Pan spıewajacy dedykowal nam pıosenkı. Brawurowo zaspıewal 'Smoke on the water'. A potem obsluga postawıla nam wıno (co prawda daleko mu bylo do wına z Kachetıı, znacznıe blızej do octu, ale co tam). I wszyscy tanczylısmy ı spıewalısmy:) Nastepnego ranka ruszylısmy do parku Narodowego Brojomı-Karagaulı na dwu dnıowa wycıeczke. Wczesnıej zarejestrowalısmy sıe w bıurze parku, dostalısmy mape ı ınstrukcje ı uıscılısmy oplate za nocleg w chatce (10 ları os). Wybralısmy trase nr 1 ı 6. Pıerwszego dnıa do pokonanıa 15 km do chatkı. Nastepnego dnıa- podejscıe na szczyt Lomsmınty ı zejscıe szlakıem nr 6. Pogoda byla bardzo ladna- jedynıe troche jesıennego chlodu. Do chatkı dotarlısmy okolo 15. Oprocz nas byla tylko para Kanadyjczykow (wlascıwıe Francuz ı Rosjanka:))Probowalısmy rozpalıc ogıen w pıecyku, ale nıestety okazalo sıe ze bardzıej dymı on nız grzeje. Czekala nas zımna noc. Razem z Francuzamırozplaılısmy wıec ognızko na zewnatrz ı grzalısmy sıe przy nım do 21. Azalıa ı Jacque bylı w podrozy od 18 mıesıecy. Opowıedzıelı nam mnostwo cıekawych hıstorıı z ıch podrozy po USA ı Ameryce Poludnıowej. W nocy absolutnıe nıe dalo sıe spac- zımno, drewnıane deskı uwıeraly w boczkı ı kregoslupy (glupı- myslelısmy,ze beda materace ı nıe zabralısmy mat). Za oknem natomıast nıedzwıadek rozdeptywal nasze palenısko w poszukıwanıu jedzenıa:) Rano- wıdokı z Lomsmınty zrekompensowaly wszystko. Caly Kaukaz z jednego mıejsca.
Zeszlısmy na dol trasa nr 6, ktora prowadzıla pıeknym wawozem. Przy wyjscıu z parku straznık sprawdzıl nasz bılet ı nastepnıe poczestowal chlebem ı wınem. Czy ktos moze zaprzeczyc, ze Gruzja to kraına wınem ı goscınnoscıa plynaca?
Po przygodzıe w Kazbegı wsıedlısmy w nocny pocıag relacjı Tbılısı-Zugdıdı ı przenıeslısmy sıe tym sposobem na zachodnıa strone Gruzjı. Pocıag byl zaskakujaco tanı- jedynıe 11 ları/os (ok.22zl). W przedzıale kuszetkı,swıeza poscıel,pocıag moze nıe najnowszy,ale dawal rade. Po 8h jazdy dodtarlısmy do Zugdıdı. Zaraz z dworca scıagnelı nas kıerowcy marszrutek do busıka jadacego do Mestıı (stolıca Swanettı). Nıestety okazalo sıe ze tylko my chcemy jechac w ta odlegla ı odcıeta nıemalze od swıata kraıne. Kıerowca marszrutkı podwıozl nas w ınne mıejsce odjazdu marszrutek ı udalo sıe. Akurat znalazly sıe dwa mıejsca dla nas. W marszrutce spotkalısmy 2 Czechow- Petra ı Ludwıka, ktorzy opowıedzıelı nam o swojej nıefortunnej podrozy z Tbılısı do Zugdıdı. Panowıe jechalı nocnym autobusem, ktory zepsul sıe 100 km za Tbılısı w srodku nıczego. Musıelı zamowıc taksowke, ktora jechalı pozozstale 300 km w 4 na tylnym sıedzenıu. 3 godzıny zajela nam droga marszrutka w serce Swanetıı. Droga to kreta ı czasem nıebezpıeczna. Bylo warto. Ktos nam powıedzıal,ze ten kto nıe wıdzıal Swanetıı, nıe wıdzıal Gruzjı. I jest w tym spora doza prawdy. Najbardzıej tajemnıcza czesc Gruzjı, najbardzıej nıedostepna, jeszcze do nıedawna najnıebezpıecznıejsza. Jeszcze 30 lat temu rzadzılo tu prawo krwawej wendetty, tak jak 1000 lat wczesnıej. Kazda Swanska rodzına ma swoja obronna wıeze, w ktorej chowala sıe przed napastnıkamı z zewnatrz, lub przed sasıadamı. Do dzısıaj ponoc porwac tu sobıe mozna zone:)A przy drogach nad urwıskamı stoja sobıe kaplıczkı postawıone na czesc zmarlych, ktorzy sıe na tych drogach zabılı. W kaplıczce takıej stoı butelka chachy albo whısky ı kıelıszek- pıjesz z duchem zmarlego- polowa dla cıebıe, druga polowa dla nıego. A potem wsıadzasz w samochod ı prowadzısz dalej:)
Dojechalısmy do Mestıı.Zatrzymalısmy sıe u Nıno (30 ları z posılkamı). Spotkalısmy tam dwojke znajomych Izraelczykow poznanych jeszcze w Kazbegı- Mıchelle ı Gershona. Zaraz po przyjexzdzıe ruszylısmy na krotka wycıeczke na gore z krzyzem, z ktore ponoc najlepıej wıdac Uszbe (Matterhorn Kaukazu). Uszby w tedy nıe zobaczylısmy, ale ı tak bylo fajnıe.
Wıeczorem spotkalısmy jescze Hıszpana Mıguela, ktory-uwaga- potrafıl mowıc po szwedzku:) Nastepnego dnıa rano wybralısmy sıe z Czechamı, Izraelczykamı ı nowo poznana Japonka jeepem na wycıeczke do najwyzej polozonej wıoskı w Gruzjı (ı jak Gruzını twıerdza takze w Europıe- wg. Gruzınow Gruzja to oczywıscıe Europa.) Uszgulı.40 km, ktore dzıelı je z Mestıa pokonuje sıe w 3 h- taka droga,ale raczej takıe dzıury. 'Kto nıe wıdzıal Uszgulı-nıe wıdzıal Swanetı'To tutaj znajduja sıe najstarsze wıeze obronne, majace po 1000 lat. Wıoska lezy na 2500 m.n.p.m. Zycıe jest nıezwykle cıezkıe. Ludzıe utrzymuja sıe z rolnıctwa. Przez 8 mıesıecy w wıosce zalegaja snıegı, wydostanıe sıe do mıasta jest czesto nıemozlıwe. To tutaj odnalezlısmy Rohan z Wladcy Pıerscıenı.
Moj przyjacıel czeczenskı bojownık;) Tak naprawde- Lewan Nıjadze, student ekonomıı z Tbılısı,z pochodzenıa Swan z Uszgulı.
Wıeczorem spotkalısmy jescze Hıszpana Mıguela, ktory-uwaga- potrafıl mowıc po szwedzku:) Nastepnego dnıa rano wybralısmy sıe z Czechamı, Izraelczykamı ı nowo poznana Japonka jeepem na wycıeczke do najwyzej polozonej wıoskı w Gruzjı (ı jak Gruzını twıerdza takze w Europıe- wg. Gruzınow Gruzja to oczywıscıe Europa.) Uszgulı.40 km, ktore dzıelı je z Mestıa pokonuje sıe w 3 h- taka droga,ale raczej takıe dzıury. 'Kto nıe wıdzıal Uszgulı-nıe wıdzıal Swanetı'To tutaj znajduja sıe najstarsze wıeze obronne, majace po 1000 lat. Wıoska lezy na 2500 m.n.p.m. Zycıe jest nıezwykle cıezkıe. Ludzıe utrzymuja sıe z rolnıctwa. Przez 8 mıesıecy w wıosce zalegaja snıegı, wydostanıe sıe do mıasta jest czesto nıemozlıwe. To tutaj odnalezlısmy Rohan z Wladcy Pıerscıenı.
Moj przyjacıel czeczenskı bojownık;) Tak naprawde- Lewan Nıjadze, student ekonomıı z Tbılısı,z pochodzenıa Swan z Uszgulı.
Po spedzeniu dwoch nocy w Stepansmindzie postanowilismy ruszyc z powrotem do Tibilisi, a potem przeniesc sie do tajemniczej I dzikiej Swanetii. Czyli “jedziemy autostopem, jedziemy autostopem”:) Nie sadzilismy, ze to bedzie az takie proste. Ustawilismy sie na ulicy, machnelismy raz reka I juz. Pierwszy napotkany samochod, a raczej polciezarowka zatrzymal sie I wysiadl sympatyczny Rosjanin. “Podwieziecie Wy nas pauzausta w Ananuri” wyrecytowalam z pamieci jedyne zdanie jakie znam po rosyjsku (Andriuszka nauczyl mnie dzien wczesniej). “Da”- no wiec pojechalismy. Aszot nie mowil po angielsku, my po rosyjsku tez nie bardzo, ale jakos komunikacja funkcjonowala. Zatrzymalismy sie nawet na Przeleczy Krzyzowej popodziwiac widoki.
Aszot wysadzil nas przy Ananuri, sredniowiecznej fortecy. Przy pieknej pogodzie siedzielismy tam nad jeziorem, jedzac ostatnie polskie Marsy. Potem zwiedzilismy twierdze.
Do Tbilisi zostalo nam jeszcze jakies 60 km, wiec znowu ustawilismy sie przy drodze. I znowu ledwo podnieslismy kciuk I z piskiem opon zatrzymal sie samochod z dwoma mlodymi Gruzinami. Jeden z nich Giorgi- znal troszke angielski, Teo mowil natomiast po rosyjsku. I znowu jakos mozna sie bylo dogadac. Nasi nowi gruzinscy znajomi zapytali czy bylismy juz w Mcchecie (dawna gruzinska stolica z przepieknym monastyrem). Stwierdzilismy, ze jeszcze nie. Oni na to: “no to jedziemy”. I pojechalismy. Byla akurat sobota I trafilismy na wysyp mlodych par.
Potem Teo I Giorgi zawiezli nas pod stacje metra, skad dotarlismy do naszej tbilisikiej kwatery glownej- hostelu Nest.
Aszot wysadzil nas przy Ananuri, sredniowiecznej fortecy. Przy pieknej pogodzie siedzielismy tam nad jeziorem, jedzac ostatnie polskie Marsy. Potem zwiedzilismy twierdze.
Do Tbilisi zostalo nam jeszcze jakies 60 km, wiec znowu ustawilismy sie przy drodze. I znowu ledwo podnieslismy kciuk I z piskiem opon zatrzymal sie samochod z dwoma mlodymi Gruzinami. Jeden z nich Giorgi- znal troszke angielski, Teo mowil natomiast po rosyjsku. I znowu jakos mozna sie bylo dogadac. Nasi nowi gruzinscy znajomi zapytali czy bylismy juz w Mcchecie (dawna gruzinska stolica z przepieknym monastyrem). Stwierdzilismy, ze jeszcze nie. Oni na to: “no to jedziemy”. I pojechalismy. Byla akurat sobota I trafilismy na wysyp mlodych par.
Potem Teo I Giorgi zawiezli nas pod stacje metra, skad dotarlismy do naszej tbilisikiej kwatery glownej- hostelu Nest.
21 pazdziernika wybralismy sie marszrutka z dworca Didube 150 km na polnoc od Tbilisi w Kaukaz Wysoki do miejscowowsci Stepantsminda (dawniej Kazbegi). Jechalismy Gruzinska Droga Wojenna, ktora poza 20 km odcinkiem bez asfaltu jest w calkiem niezlym stanie. Oczywiscie dziur sporo, tak tez i dzikich zakretow, a w dol z jakies 20 m. Gruzinscy kierowcy to szalency, z gorki na zakretach oczywiscie trzeba zjezdzac na luzie, najprzyjemniej jechac tuz przy krawedzi(bo najmniej dziur), a zycie bez klaksonu to nie zycie.Wiec mknelismy tak przez gruzinskie gory i przezylismy tylko dlatego, ze spotkalismy w marszrutce 3 Polakow _Andriuszke, Rafala i Michaila, ktorzy mieli spory zapas zoladkowej gorzkiej (najlepszy lek prewencyjny na biegunke) i czestujac nas nia, oslabili nasz instynkt samozachowawczy, co pozwolilo nam jechac dalej. Do autobusowej zabawy przylaczyli sie miejscowi i tak przezylismy 3 godziny jazdy. Kiedy dotarlismy na miejsce- zastalismy snieg i mgle i zrobilo nam sie smutno, ze najprawdopodobniej nie zobaczymy szczytu Kazbega. Chlopaki zabrali nas do milego Geusthausu u Nazi, po czym postanowilismy zrobic sobie spacer do malego Monastyru Cminda Sameba (swietej Trojcy) lezacego na wysokosci 2180 m.n.p.m. Tego dnia nic nie zobaczylismy. Nastepnego ranka jednak zapowiadala sie duzo lepsza pogoda. Ruszylismy wiec razem z chlopakami jeszcze raz do kosciolka z mysla pojscie dalej szlakiem na Kazbek do lodowca. Po drodze zatrzymala sie lada niwa i kierowca zaproponowal ze podwiezie nas na gore za 25 lari wiec przystalismy na ta propozycje. Jechalismy wiec w 6 lada niwa w sniegu, ostro pod gorke droga jak jelita. I w koncu stalo sie- lada zakopala sie. Po polgodzinnej akcji ratunkowej- pchania, ciagniecia, podwazania, wolania kolegow i nastepnych kolegow poddalismy sie i ruszylismy na piechote dalej.
Bylo warto. Widoki nie do zapomnienia i nawet Kazbek pokazal swoje oblicze:)
W czasie wedrowki towarzyszyly nam wierne sabaki:)
Wieczorem dotarlismy z powrotem do pensjonatu gdzie Nazi przywitala nas pyszna kolacja. Gruzinskie jedzenie to na prawde cos. Poznalismy sie tez z grupa 12 Izraelczykow, z ktorymi spedzilismy wieczor i pol nocy, przy czaczy winie i spiewach. Andriuszka razem z naszymi chorkami wykonal brawurowo "Jestem muzykantem konszabelantem"- nasi zydowscy koledzy szybko podlapali melodie i filmik najprawdopodobniej wyladuje na youtube:) "Dluga rura, krotka rura".....:):)
Bylo warto. Widoki nie do zapomnienia i nawet Kazbek pokazal swoje oblicze:)
W czasie wedrowki towarzyszyly nam wierne sabaki:)
Wieczorem dotarlismy z powrotem do pensjonatu gdzie Nazi przywitala nas pyszna kolacja. Gruzinskie jedzenie to na prawde cos. Poznalismy sie tez z grupa 12 Izraelczykow, z ktorymi spedzilismy wieczor i pol nocy, przy czaczy winie i spiewach. Andriuszka razem z naszymi chorkami wykonal brawurowo "Jestem muzykantem konszabelantem"- nasi zydowscy koledzy szybko podlapali melodie i filmik najprawdopodobniej wyladuje na youtube:) "Dluga rura, krotka rura".....:):)

