ZIMA NA SARDYNII

19:40



Kocham Włochy. Mogłabym tam mieszkać i przede wszystkim jeść - bez przerwy. Nawet wizyta we włoskim supermarkecie potrafi napełnić mnie ekscytacją wynikającą z obietnicy kulinarnego spełnienia. Ach te sery, wino, makarony, szynka dojrzewająca....Kiedyś na zajęciach szwedzkiego przerabialiśmy tekst o najdłużej żyjących ludziach na świecie - w pierwszej trójce uplasowali się mieszkańcy włoskiej Sardynii. Ponoć wybitna długość ich życia zależy od dużej ilości zjadanego sera pecorino, codziennego picia wina i oddania rodzinie. Zupełnie się nie dziwię - po tygodniu tam spędzonym wiem, że mogłabym tam żyć sto lat. Nawet mimo tego, że pojechaliśmy tam w najzimniejszym miesiącu w roku. 



Czy warto odwiedzić Sardynię zimą? W styczniu? Z dziećmi? Generalnie zależy czego tam szukamy. Jeżeli chcemy leżeć plackiem na plaży i rozkoszować się słońcem - to nie ta pora roku. Chociaż Wiktor odważył się i wykąpał w morzu mimo 15 C na zewnątrz. Wszystko jest więc kwestią naszych morsowych zapędów. My wybraliśmy się w tym terminie ze względów praktycznych - cena biletów lotniczych. Mieliśmy również ochotę odpocząć od zimy i uciec chociaż na chwilę od wyziewów wawelskiego smo(g)a. Ze względu na chłopaków chcieliśmy, żeby lot był możliwie najkrótszy i te 2,5 h z Krakowa do Cagliari wydawało się być do ogarnięcia przez nas i współpasażerów. Dla bezpieczeństwa zabraliśmy jeszcze ze sobą Babcię, żeby jedna osoba dorosła przypadła  na jedno dziecko. Baliśmy się tego lotu, oj baliśmy. Dwa roczniaki i trzylatek plus bagaże (głównie podręczne) to sporo do ogarnięcia. Nie było najgorzej, czasem brakowało rąk, ale daliśmy radę. Z tym, że nie mogę sobie tego jeszcze wyobrazić bez Babci. Może jak chłopcy będą starsi uda nam się rodzinnie usamodzielnić. 

Na miejscu wynajęliśmy samochód za całkiem przyzwoitą cenę. Nocleg zarezerwowaliśmy w domu w okolicach miejscowości Chia - ok. godziny drogi od lotniska. Bardzo polecamy to miejsce - jedne z najpiękniejszych plaży jakie widzieliśmy. Chcielibyśmy wrócić tam latem. 


Po co więc w styczniu? Żeby odetchnąć pełną piersią. Przyspieszyć powrót wiosny. Zjeść pizzę, tiramisu i wypić espresso. Usłyszeć jak Kazik pyta się gdzie jest Pan Kot i kiedy kelner go przyniesie, tego pannacota oczywiście :). Pobyć razem, poleżeć na łące pełnej rumianku, powrzucać kamyki do wody. Ot takie małe przyjemności. 



Niech zdjęcia Wiktora powiedzą więcej. 



Taki mieliśmy widok z okna


Tata Mors


Morza czar



You Might Also Like

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...