KARMIENIE PIERSIĄ BLIŹNIĄT

15:18



Jesteśmy ssakami i karmienie piersią naszych młodych, że pozwolę sobie wejść w język z lekka biologiczny, powinno być dla nas sprawą naturalną. Wiem z doświadczeń po moim pierwszym synu, że czasem nie jest. Myślę, że noworodek w pierwszej dobie swojego życia powinien przemówić do swojej matki słowami Churchill'a: "Obiecuję Ci pot, krew i łzy".  Tak wyglądały początki mojego karmienia Kazika. Ale z czasem to karmienie stało się jednym z lepszych doświadczeń mojego macierzyństwa. Bardzo chciałam, żeby udało się to również z bliźniakami. Przygotowywałam się na bardzo trudne początki, a tu miłe zaskoczenie.  Minął miesiąc, a my karmimy się tylko piersią. Jak to zrobić? Jakich błędów uniknąć na początku? 

Każdy musi kiedyś mieć swoje pierwsze dziecko. Przejść każdy etap od początku do końca i zebrać swoje własne doświadczenia. Można przeczytać tony poradników, wysłuchać setki rad od bliskich i zupełnie obcych osób, ale Ameryki nie odkryję, pisząc, że każde dziecko jest inne i to co było dobre dla dziecka X, niekoniecznie podziała na nasze. Proste. 

Tym co zdominowało moje pierwsze macierzyństwo był strach. Czy na pewno robię to dobrze? I odnosiło się to do prawie wszystkiego, od przewijania po karmienie piersią. Słuchałam mnóstwa sprzecznych rad, czytałam dziwne książki (w tym jedną świetną, ale o niej innym razem) i szukałam odpowiedzi wszędzie tylko nie w sobie. I tak podczas karmienia piersią Kazika zaskoczyło mnie mnóstwo rzeczy:

1) Pękające brodawki - mamy taką historię jak o pierwszej w nocy budziliśmy teściową, ze słowami, że mały ma coś z przełykiem, bo ulewa krwią. Dopiero potem wydedukowaliśmy (Sherlocki!), że to moja krew, którą z moim mlekiem wypijał mały wampir:)

2) Czy on wypija tyle mleka, ile trzeba i cała historia z dokarmianiem mieszanką, bo jak płacze po karmieniu to pewnie jest głodny. I to poczucie porażki za każdym razem, kiedy podawałam mu butelkę nie z moim pokarmem.

3) Obsługa laktatora - bo trzeba było oczywiście sprawdzić, ile tego mleka w piersi jest i czy to na pewno młodemu wystarczy. A tu z laktatora na początku nie leciało nic i skończyło się panicznym rozkładaniem go na części i ponownym składaniem. Telefonami do koleżanki, jak prawidłowo złożyć laktator (urządzenie, które składa się aż z 5 części!) i czym jest ta mała biała okrągła część - bo na pewno jest kluczowa, a my nie wiemy, gdzie ją włożyć! Kluczowa część okazała się być zatyczką do butelki, kiedy chcemy ją wykorzystać do przechowywania pokarmu - ot co.

Pomna poprzednich doświadczeń przygotowywałam się na walkę o laktację. Wiadomo, bliźniaki, urodzone przez cesarskie cięcie, z ryzykiem, że poród będzie wcześniej niż powinien. Tak też się stało, i mimo, że 37 tydzień to ponoć świetnie jak na bliźniaki, to chłopcy i tak wylądowali na 2 doby w inkubatorze. Rozkręcałam więc wszystko z pomocą laktatora. W cyklu 7,5,3 minuty z każdej piersi. Na początku udało się ściągnąć 30 ml siary, którą z dumą zaniosłam na oddział patologii noworodka. Potem po każdym 30 min odciąganiu, żółta ciecz przykrywała ledwo dno i zaczynałam tracić nadzieję. Ale stwierdziłam, że warto próbować. Piłam wodę, femaltiker (preparat ze słodu jęczmiennego) i co 2,5 h bawiłam się z laktatorem. Ale najważniejsze było to, że miałam w sobie, takie poczucie, nazwijmy to "laktacyjnego luzu". Jeżeli dam radę i laktacja ruszy będzie świetnie, jeżeli nie - trudno, dzieci od mleka modyfikowanego nie pomrą.

Po ok. dwóch dobach chłopaki w końcu połączyły się z mamą i mogłam ich pierwszy raz dostawić do piersi. I tu zaczęła się zabawa z przystawianiem. Bo zdecydowanie najpraktyczniej jest karmić bliźniaki na raz. A to jest trochę jazda bez trzymanki, zwłaszcza na wąskim szpitalnym łóżku. Konieczna jest dobra poducha do karmienia, jak najszersza. I mąż ew. inna dostępna pomoc. Na początku było to dla mnie karkołomne, przystawianie było bolesne, a chłopcy ciągle odpadali od piersi jeden za drugim i trzeba był przystawiać od nowa. W końcu zdecydowałam się karmić ich oddzielnie, w najwygodniejszej dla mnie leżącej pozycji. To wydłużało oczywiście czas karmienia, ale w szpitalu było najlepszą opcją. Kiedy nas wypisywali - laktacja była w pełni rozkręcona, a matka wykończona.

Już w domu postanowiliśmy udoskonalić technikę karmienia wspólnego. Do dzisiaj praktykujemy następujący układ: w dzień karmię najczęściej osobno - to dla mnie łatwe, jeżeli nie ma ze mną w domu nikogo, kto pomógłby mi dostawić drugiego bliźniaka, natomiast w nocy mamy strategię wyłącznie wspólnego karmienia. To wymaga jednak pełnego zaangażowania Wiktora. Kiedy pierwszy bliźniak zaczyna płakać Wiktor wstaje i zmienia mu pieluszkę, podczas gdy ja przygotowuję stanowisko czyt. obkładam się poduszkami i wyjmuje piersi na stół. Wiktor podaje Bliźniaka nr 1. Budzi od razu Bliźniaka nr 2 i jemu również zmienia pieluchę. Bliźniak nr 2 ląduje przy drugiej piersi. Kiedy pierwszy się naje, następuje szturchnięcie Wiktora w bok i Wiktor delikwenta opatula i odkłada do łóżeczka. Analogicznie z drugim i idziemy spać. Dzięki temu czujemy się tak, jakbyśmy mieli jednego niemowlaka i urywamy nawet do 3 h snu między kolejnymi karmieniami. Stanowimy z Wiktorem laktacyjny "dream team":) Niecodziennie - czasem zdarzają się gorsze noce, ale generalnie jest dobrze.

Kilka dni temu moja fantastyczna położna środowiskowa zadzwoniła do mnie z prośbą o spotkanie z inną młodą mamą spodziewająca się bliźniąt, żeby opowiedzieć jej jak doskonale poradziłam sobie z karmieniem piersią i ją trochę uspokoić. Byłam bardzo zaskoczona. Gdyby ktoś dwa lata temu, kiedy płakałam podczas przystawiania syna do piersi, kiedy rzucałam laktatorem i kiedy z poczuciem porażki wsypywałam do butelki mleko modyfikowane, powiedział mi, że za jakiś czas ktoś uzna mnie za laktacyjny wzór dla innej mamy, popukałabym się w czoło.

W czym tkwi więc różnica pomiędzy moim pierwszym karmieniem piersią,a drugim? Na pewno w doświadczeniu. Ale przede wszystkim w tym, że kilka durnych zdań/rad, które miały wpływ na moją pierwszą przygodę z karmieniem wysłałam do krainy wiecznego zapomnienia. A są to:

1) Nie usypiaj dziecka przy piersi - taaaa....najlepiej wybudzaj dziecko po każdym karmieniu, żeby potem usypiać je godzinę w bardziej wyrafinowany sposób.
2) On się nie najada. Widocznie Twoje mleko jest za chude. Odsyłam tutaj - świetny artykuł Jaskółki na temat tej bzdury.
3) Dziecko musi ssać długo, koniecznie X min, żeby dojść do mleka drugiej fazy - i teraz pytanie za sto punktów, ile to jest wystarczająco długo? Mój pierwszy syn potrafił się najeść w 8 min. Bliźniaki jedzą od 5 - 40 min. Piersi powinny chyba migać na czerwono : "Uwaga! Druga faza!", żeby uspokoić mamę.
4) On robi sobie z Twojej piersi smoczek - taaa... Bóg najpierw stworzył smoczek, a potem Adama i Ewę.

Jeżeli chcesz karmić piersią bliźniaki - nie bój się, po prostu spróbuj. Zadbaj o Twoją wygodę przy karmieniu, pij wodę, jedz dobrze i przede wszystkim uwierz, że jesteś w stanie wykarmić swoje dzieci. Zawsze, jak nie piersią, to butelką.

Zdjęcie u góry posta pokazuje jedynie najedzonego Filipa. Mam oczywiście zdjęcia, kiedy karmię chłopaków razem,  ale są jednak zbyt ekshibicjonistyczne. Gdyby któraś przyszła bliźniacza mama chciała zobaczyć jak wygląda pozycja do karmienia wspólnego - można do mnie pisać przez formularz kontaktowy.





You Might Also Like

2 komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucyna: Udostępniam wpis na naszej grupie :) bardzo mnie wzruszył jak i znów poczułam niezmierną radość - fajna mam pracę - poznaję takich Cudownych Ludzi jak Wy - dziękuję

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...