W końcu za oknem śnieżna zima. Na tyle, o ile w mieście można jej doświadczyć. Kazik jeździł wczoraj na sankach w naszym parku, mimo, że ta 5 cm biała warstwa, która pokrywała zmarznięte błoto, nie obiecywała zbyt wiele. Jednak o dziwo udało się trochę pozjeżdżać i nawet zrobić orła. Orzeł w wykonaniu Kazika jest bardzo pocieszny, bo jak ruch rąk młody ma doskonale opanowany, tak nogami macha, jakby robił „rowerek”. Jak on się tym śniegiem cieszy! Jak tylko dziecko potrafi.
Kiedy tak chodziliśmy wczoraj po
parku, wspominałam naszą zeszłoroczną zimę, kiedy Kazik pierwszy raz w życiu
doświadczył co to śnieg. Wybraliśmy się wtedy do Doliny Roztoki razem z naszymi
znajomymi i ich dziećmi. W Krakowie śnieg już dawno zamienił się w błoto, a tam
mogliśmy dotknąć prawdziwej, mroźnej zimy z masą śniegu, na który można się
rzucać i z którego można zrobić bałwana w
rozmiarze człowieka, a nie smutnego 30 cm gnoma.
